Z życia Fordonu

Relacja z kanonizacji Jana Pawła II – 6 dni odwagi

Dzięki uprzejmości Fundacji „Wiatrak” poniżej prezentujemy Państwu relację z kanonizacji Jana Pawła II. 

 

6 dni odwagi

 

Zaczęło się niepozornie. Pomysł, by autokarem pojechać do Rzymu, a po drodze odwiedzić kilka miejsc nie wydaje się niczym nadzwyczajnym. Przecież codziennie przyjeżdża tam mnóstwo ludzi i robi dokładnie
to samo…

 

6 dni. 5 nocy. 3 autokary. 153 ludzi. Nocleg… w autokarze. W tym momencie zaczyna się ekstremalność tej wyprawy. Mimo tego 153 indywidualności postanowiło, że przez 6 dni będą spędzać ze sobą niemal 24 godziny na dobę bez możliwości odwrócenia się na pięcie i wyjścia w momencie, gdy będą miały wszystkiego serdecznie dosyć. Takie wyzwania tylko z „Wiatrakiem”.

 

Dzień 1 – autokar

„Kiedy ranne wstają zorze” wstaliśmy i my, by o godzinie 6:00, Mszą świętą rozpocząć pielgrzymi szlak. Pierwszy dzień minął pod znakiem modlitwy, aklimatyzacji do warunków panujących w naszym „apartamentowcu” na kółkach i poznawaniu współlokatorów.

 

Dzień 2 – Asyż

Po pierwszej nocy spędzonej na autokarowym fotelu dotarliśmy do Asyżu. Uroczego miasta, którego ciasne, kręte ulice prowadzą do miejsc, w których działa się codzienność świętych Klary i Franciszka. Prostych, skromnych świętych, którzy wybrali życie w ubóstwie i miłości do każdego żyjącego stworzenia, na przekór przepychu i zamożności swoich rodzin.

 

Dzień 3 – Rzym

W Rzymie do naszej pielgrzymki dołączyło około 800 tyś. innych osób, które przyjechały dokładnie w tym samym celu – uczestniczyć we Mszy kanonizacyjnej Jana XXIII i Jana Pawła II. Spora część z nich (aż 500 tyś), podobnie jak my, postanowiła dotrzeć na Plac Św. Piotra. Tysiące charakterów, osobowości, odporności na stres, ścisk, zmęczenie. Setki kultur, języków, tradycji, doświadczeń. Przekrój wieku od przedszkola do późnej starości. Na pierwszy rzut oka mieszanka wybuchowa. Niewątpliwie, trzeba było mieć w sobie wiele odwagi, determinacji i świadomości celu pielgrzymki, by cierpliwie, ślimaczym tempem iść z tłumem przez 5 godzin na Plac Świętego Piotra, znosić popychanie i przepychanie się innych, po drodze włączając się we wspólne modlitwy, śpiewy, rozmowy z napotkanymi osobami i podejmując decyzję o tym, czy pozostać w tłumie, czy wydostać się z niego, by najzwyczajniej w świecie móc oddychać.

Nie lada wyzwaniem było świadome przeżycie tej wyjątkowej Mszy św., śledzenie kolejnych jej elementów. Zmęczenie dawało w kość, wokół nadal rozpościerał się ogrom różnorodnych ludzi i zdarzeń. Papieża Franciszka i całą liturgię na żywo widziało niewielu. Nie to było najważniejsze. Liczyła się obecność
i rozmyślne uczestniczenie w tym wydarzeniu. Bycie w tym konkretnym miejscu o tym czasie, pokazanie radości i wdzięczności z wyniesienia na ołtarze 2 kolejnych świętych, świętych współczesności, których mieliśmy okazję poznać. Jana XXIII pamiętają nasze babcie, Jana Pawła II nawet dzieci. Myślę, że wytrwanie w realiach tłumu i samo jego zaistnienie było tylko i aż wyrażeniem wdzięczności za to, co każdy
z tych świętych nam dał.

Dzień kanonizacji zakończyliśmy spotkaniem twarzą w twarz z Jezusem. Dosłownie! Czekał na nas
w Manopello, w odbiciu na chuście, którą św. Weronika miała otrzeć Jego twarz podczas drogi krzyżowej.

 

Dzień 4 – San Giovani Rotondo

Do zakonnego miasta św. o. Pio trafiliśmy w noc po kanonizacji św. Jana XXIII i św. Jana Pawła II.
Po wygodnie (bo tym razem w łóżkach) przespanej nocy nadszedł czas na spotkanie z kolejnym świętym – absolutnie nieprawdopodobnym, konkretnym, silnym w wierze i oddanym Bogu. Kolejnym człowiekiem, który swoim życiem pokazał, że świętość jest możliwa, choć wymagająca, że świętość jest dla odważnych. Jak inaczej wytłumaczyć przyjęcie daru stygmatów, przenikania sumień i codziennego odczuwania męki Jezusa podczas odprawiania Mszy świętej?

Skoro o odważnych mowa, niedaleko San Giovani Rotondo znajduje się grota św. Michała Archanioła – „Niebiańska Bazylika”. Jedyne miejsce na świecie, które nie jest poświęcone ręką człowieka, a… samego Archanioła, który przyczynił się do wygrania toczonej tam wojny oraz ocalenia mieszkańców tego regionu od dżumy.

 

Dzień 5 – Padwa

Tu ugościł nas św. Antonii. Zmęczenie w przedostatnim dniu pielgrzymowania dawało o sobie znać. Błyskotliwość i jasność umysłu często zawodziły i przyczyniały się z jednej strony do niespodziewanego rozluźnienia oraz mnogości sytuacyjnych żartów, a z drugiej do wzmożonej senności. Mimo tego kontakt ze świętym od rzeczy zagubionych, które warto odnaleźć, przyniósł efekty.

 

Dzień 6 – Polska

To już koniec. Wracamy. Zmęczenie miesza się z radością i wspomnieniami, oczy odmawiają otwartości, a głowa układa wszystkie doświadczenia. Mamy jeszcze cały dzień na to, by wymienić wrażenia, numery telefonów, adresów e-mailowych i przyzwyczaić do perspektywy powrotu na przestrzeń życia większą niż autokarowy fotel.

Dla wielu pomysł niemal tygodniowej pielgrzymki autokarowej, z jednym noclegiem był niewykonalny. Twierdzili, że za długo, że niewygodnie, że za mało prywatności, że to dla wariatów. Zostali w domu. A my? Odważyliśmy się zrezygnować z przyjętych standardów socjalnych na rzecz przeżyć duchowych i bardzo bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem, często nieznanym. Pokazania siebie w codzienności, bez makijażu, czy drzwi odgradzających nas od świata w momentach trudnych. Jesteśmy „wariatami”.

Magda K.

 

Materiał i zdjęcia Fundacja „Wiatrak”

                                    

(hh)

Komentarze

komentarze

Ostatnie artykuły

Przeczytaj również

Close
Back to top button
Close